Przyznaj, że o wodzie najgłośniej robi się wtedy, gdy są z nią wyzwania. Gdy nie ma jej w kranie, gdy dotyka nas susza, albo wręcz przeciwnie – intensywny deszcz zalewa ulice lub rzeka występuje z brzegów i zagraża nam. Wówczas wszyscy mówią o wodzie, szukają przyczyn i rozwiązań. A może warto pomyśleć o tym zawczasu?
Przecież woda towarzyszy nam codziennie, jest obecna od każdego poranka, w kubku herbaty, podczas przygotowywania posiłków, podczas podlewania roślin czy na spacerze po po deszczu. Tak bardzo przywykliśmy do jej obecności, że często traktujemy ją jak coś oczywistego. Zawsze była, więc ma być zawsze.
Tymczasem coraz częściej pojawia się pytanie: czy rzeczywiście zawsze będzie dostępna tak samo łatwo?
Dlatego edukacja wodna jest dziś potrzebna bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. I nie chodzi wyłącznie o wielkie kampanie czy pojedyncze akcje organizowane z okazji Światowego Dnia Wody. O wodzie warto rozmawiać codziennie – w domu, w szkole, podczas spaceru, przy okazji obserwacji pogody czy wspólnego podlewania roślin w swoim otoczeniu.
Bo szacunek do wody buduje się małymi codziennymi działaniami.
Podczas prowadzonych przeze mnie warsztatów często okazuje się, że wiele pytań, które wydają się podstawowe… wcale nie ma dla uczestników oczywistych odpowiedzi.
- Skąd właściwie bierze się woda w naszym kranie?
- Gdzie płyną moje ścieki?
- Co dzieje się z deszczem w mieście?
- Dlaczego coraz częściej mówimy o suszy, skoro czasem pada bardzo intensywnie?
I to nie jest kwestia braku zainteresowania. Raczej tego, że infrastruktura wodna jest dla nas niewidoczna. Woda płynie gdzieś pod ziemią, znika w kratkach ściekowych i tak po prostu pojawia się po odkręceniu kranu. Na co dzień nie zastanawiamy się nad drogą, którą pokonuje.
A przecież to właśnie ta wiedza pomaga nam lepiej zrozumieć współczesne wyzwania związane z wodą.
Co ciekawe, zupełnie inaczej wodę postrzega się w mieście, a inaczej na terenach wiejskich.
W mieście często zauważamy ją dopiero wtedy, gdy staje się problemem – podczas podtopień, awarii wodociągowych czy letnich upałów. Deszcz bywa traktowany jako utrudnienie komunikacyjne, a nie cenny zasób.
Na wsi perspektywa jest zwykle dużo bardziej bezpośrednia. Tam dostęp do wody często oznacza możliwość pracy, utrzymania upraw czy hodowli. Brak opadów lub przedłużająca się susza mają bardzo realne konsekwencje – finansowe, środowiskowe i społeczne. Tam zależność od przyrody odczuwa się znacznie mocniej.
Choć patrzymy na wodę z różnych perspektyw, wszyscy jesteśmy od niej zależni.
Dlatego tak ważna jest edukacja od najmłodszych lat? Dzieci naprawdę rozumieją więcej, niż nam się wydaje. Potrafią dostrzegać zależności, zadawać trafne pytania i wyciągać wnioski. Warto tłumaczyć im:
- czym są powódź i susza,
- dlaczego opad nie zawsze rozwiązuje problem braku wody,
- skąd bierze się woda pitna i dlaczego nie należy jej marnować.
I wcale nie trzeba zaczynać od trudnych definicji czy wykresów. Najlepiej działa doświadczanie, obserwacja i zabawa. Wspólne eksperymenty z wodą, obserwowanie kałuż po deszczu, rozmowa o tym, dlaczego rośliny więdną podczas upałów – to właśnie od takich prostych sytuacji zaczyna się budowanie świadomości.
Coraz częściej obserwuję, że potrzeba rozmowy o wodzie jest ogromna – zarówno wśród dzieci, jak i dorosłych. I bardzo mnie to cieszy. Bo edukacja wodna nie jest dziś dodatkiem, ona staje się koniecznością.
Dlatego zachęcam do rozmowy o wodzie także w Waszym regionie, szkole, przedszkolu czy na osiedlu. Źródeł wiedzy jest wiele – również na moich profilach edukacyjnych, w przygotowanych scenariuszach zajęć czy w książce „Porozmawiaj ze mną o wodzie”, która w przystępny sposób tłumaczy zagadnienia związane z wodą i zawiera gotowe zabawy oraz doświadczenia.
Edukacja o wodzie nie zaczyna się od wielkich kampanii. Zaczyna się od rozmowy.
Porozmawiaj ze mną o wodzie.