Zmieniający się klimat coraz wyraźniej pokazuje nam wszystkim, że woda w mieście nie jest tylko „problemem” do rozwiązania poprzez zastosowanie kanalizacji deszczowej. To dziś element całego systemu funkcjonowania miasta – od jakości przestrzeni publicznej, przez bezpieczeństwo mieszkańców, po komfort życia w czasie upałów.
O tym właśnie dyskutowano podczas jubileuszowej 10. konferencji Stormwater Poland 2026, która odbyła się w ubiegłym tygodniu w Poznaniu. Wydarzenie to skupia ekspertów, samorządy, naukowców i projektantów oraz przedstawicieli firm zajmujących się gospodarowaniem wodami opadowymi i adaptacją miast do zmian klimatu. To także okazja do podsumowania zmian, jakie zaszły w Polsce w ostatnich latach – i do zadania ważnego pytania: czy jesteśmy gotowi na szerokie wdrażanie zielono-niebieskiej infrastruktury?
Deszczówka – od problemu do zasobu
Jeszcze kilkanaście lat temu woda opadowa w wielu miastach była traktowana głównie jako problem. Najważniejsze było jej jak najszybsze odprowadzenie do kanalizacji. Dziś coraz częściej mówi się o niej jako o zasobie, który może wspierać odporność miast na zmiany klimatu.
To zmiana podejścia, które w dużej mierze wynika z nowych doświadczeń klimatycznych i zjawisk: coraz dłuższych okresów suszy i upałów, oraz rzadszych ale za to bardziej intensywnych opadów deszczu w czasie.
Eksperci są jednogłośni – oba te zjawiska są elementem jednego kryzysu wodnego. Miasta muszą więc jednocześnie nauczyć się magazynować i wykorzystywać wodę w czasie suszy oraz bezpiecznie odprowadzać jej nadmiar podczas gwałtownych opadów.
Zielono-niebieska infrastruktura – czym właściwie jest?
Coraz częściej rozwiązaniem proponowanym w tym kontekście jest tzw. zielono-niebieska infrastruktura. Jest to podejście polegające na wykorzystywaniu natury jako elementu systemu miejskiego, służącego do magazynowania (retencji) wody.
W praktyce mogą to być m.in.:
- ogrody deszczowe,
- zielone dachy, też ściany,
- niecki i muldy retencyjne,
- powierzchnie częściowo przepuszczalne,
- zbiorniki retencyjne.
Takie rozwiązania pozwalają zatrzymać wodę tam, gdzie spada, spowolnić jej spływ i przywrócić w przestrzeni miejskiej element naturalnego obiegu wody.
Ich zaletą jest również wielofunkcyjność. Zieleń w mieście nie tylko magazynuje wodę, ale też:
- obniża temperaturę powietrza,
- poprawia jakość powietrza,
- zwiększa bioróżnorodność,
- tworzy atrakcyjne przestrzenie dla mieszkańców (bo przecież najbardziej lubimy wypoczywać w pobliżu wody).
Świat już testuje takie rozwiązania
W wielu krajach zielono-niebieska infrastruktura jest już standardowym elementem projektowania miast. Powstają ulice miejskie z systemami zagospodarowania i infiltracji wody, parki z funkcją retencyjną, rekreacyjną, jak i przeciwpowodziową, czy zielone dachy zatrzymujące znaczną część opadu. W niektórych projektach mogą one zatrzymywać nawet większość wody z opadów, a następnie oddawać ją stopniowo poprzez infiltrację ale też parowanie i oczywiście zapewnienie wody dla roślin miejskich.
Coraz częściej mówi się też o koncepcji „miast-gąbek” (sponge cities) – miast, które integrują wodę i zieleń z planowaniem przestrzennym oraz infrastrukturą techniczną – jako rozwiązanie zwiększające odporność miast na powodzie, susze i fale upałów.
A gdzie w tym wszystkim jest Polska?
Podczas konferencji Stormwater Poland wiele razy powracało pytanie: czy polskie miasta są gotowe na taką transformację?
Z jednej strony w ostatnich latach widać wyraźny postęp. Coraz więcej samorządów inwestuje w:
- ogrody deszczowe,
- zbiorniki retencyjne,
- zielone dachy,
- zagospodarowanie nieużytków w formie parków (choćby w rozmiarach kieszonkowych).
Pojawiają się też nowe narzędzia – modele cyfrowe sieci kanalizacyjnych, systemy monitoringu czy analizy danych wspierające planowanie inwestycji.
Z drugiej strony wyzwań nadal jest wiele. W wielu miastach wciąż dominuje podejście oparte przede wszystkim na infrastrukturze „szarej” – kanalizacji i zbiornikach szczelnych. Oczywiście – co podkreślono podczas konferencji – to bywa jedynym możliwym rozwiązaniem dla starych, często zabytkowych centr miast. Tymczasem rozwiązania zielono-niebieskie wymagają współpracy wielu różnych branż: hydrologów, urbanistów, architektów krajobrazu, inżynierów i samorządów, a przy tym zmiana myślenia o przestrzeni miejskiej.
I właśnie to jest największą wartością takich wydarzeń – bowiem jest to miejsce spotkań, dyskusji i przestrzeń do dzielenia się doświadczeniami wielu stron: naukowców, wykonawców i urzędów.

Najważniejsza jest zmiana sposobu myślenia o wodzie w mieście.
Deszcz zaczyna być elementem krajobrazu i zasobem, który można wykorzystać. To przypomnienie, że woda w mieście to część przestrzeni publicznej – parków, ulic, placów i dachów budynków.
Spotkania branżowe pozwalają zobaczyć, jak różne miasta na świecie radzą sobie z podobnymi wyzwaniami. Można poznać rozwiązania, które już działają, dowiedzieć się, jakie błędy popełniono przy ich wdrażaniu, a także zobaczyć projekty, które dopiero powstają. To w takich okolicznościach rodzą się nowe pomysły i opierać na doświadczeniach innych.
Dlatego warto spotykać się, słuchać, pytać, dyskutować i wracać z jedną ważną myślą: że przyszłość miast coraz częściej będzie zależeć od tego, jak mądrze nauczymy się gospodarować wodą tam, gdzie spada – też w samym środku miejskiej przestrzeni.
Zapraszam Ciebie do refleksji w komentarzu.