You are currently viewing Miasto, które ma wodę… ale nie ma jej w kranie. O kryzysie wodnym w Johannesburgu

Miasto, które ma wodę… ale nie ma jej w kranie. O kryzysie wodnym w Johannesburgu

Podzielę się ciekawą perspektywą, która przyszła mi na myśl w trakcie moich konwersacji z lektorką języka angielskiego. Mieszka ona w RPA, dokładnie w Johannesburgu. Mamy dość nietypową relację edukacyjną – podczas konwersacji rozmawiamy o tym co u nas słychać, po prostu. I oczywiście także rozmawiamy o wodzie. A ja co jakiś czas słyszę od niej: „again no water today”.

Jeszcze jakiś czas temu opowiadała mi, że w jej rejonie miasta bywa tak, że przy większym poborze wody była ona na kilka godzin wieczorem wyłączana. Coś, do czego można się było przyzwyczaić – bo potrzeby higieniczne można było zaplanować nieco wcześniej. To bywało przewidywalne, wpisane w codzienność.

Dziś sytuacja wygląda inaczej, bowiem zdarzają się całe dni bez wody. I to zaczyna być realny problem funkcjonowania.

Jak to możliwe, że w dużym, rozwiniętym mieście… zaczyna brakować wody w kranie?

Miasto, które teoretycznie nie powinno mieć problemu

Johannesburg to jedno z największych miast Republiki Południowej Afryki. Miliony mieszkańców, rozwinięta infrastruktura, centrum gospodarcze kraju.

Co ważne z hydrologicznego punktu widzenia – to nie jest miejsce, w którym „po prostu nie ma wody”. System zaopatrzenia opiera się m.in. na zasobach zbiornika zaporowego Vaal Dam, który w wielu okresach pozostają dobrze wypełniony.

A więc woda w systemie jest. I właśnie to czyni tę sytuację tak interesującą – i jednocześnie niepokojącą. Bo problem nie polega na tym, że wody brakuje w środowisku. Problem polega na tym, że nie dociera do odbiorców.

Woda jest… ale gubi się po drodze i jest nadmiarowo zużywana

Z perspektywy inżynierskiej to brzmi znajomo – system działa tylko tak dobrze, jak jego najsłabszy element. W Johannesburgu tym elementem jest infrastruktura i wysoki rozbiór wody.

Szacuje się, że straty wody w systemie – tzw. non-revenue water – sięgają nawet 40–50%. To oznacza, że nawet połowa wody znika zanim dotrze do mieszkańców. To woda utracona w nieszczelnych rurociągach, podczas awarii, prawdopodobnie też w nielegalnych podłączeniach, czy w niedokładnym opomiarowaniu.

To trochę tak, jakby mieć pełny zbiornik, ale dziurawy system przewodów. Problem nie pojawia się nagle. To efekt lat zaniechań: systematycznych remontów, odkładanych inwestycji i pracy infrastruktury  ponad swoje możliwości, przy coraz większych potrzebach.

Do tego dochodzi wzrost zapotrzebowania – miasto się rozwija, liczba mieszkańców rośnie, zużycie wody zwiększa się. System, który był projektowany dla innych warunków, przestaje nadążać.

Jest jeszcze jeden element, który często umyka w takich rozmowach. Woda w mieście nie „płynie sama”, trzeba ją pompować, a to oznacza że  system wodociągowy jest zależny od energii. W Johannesburgu przerwy w dostawie prądu powodują zatrzymanie pompowni. A bez pomp – woda nie dociera do sieci.

Warto do tego obrazu dodać jeszcze jeden element – poziom zużycia wody. W Johannesburgu jest on po prostu bardzo wysoki. Szacuje się, że średnie zużycie wynosi ok. 279 litrów na mieszkańca dziennie – to około 60% więcej niż średnia światowa. System jest przeciążony także dlatego, że gdy woda jest dostępna – zużywana jest ponad nadmiarowo.

W efekcie nakładają się na siebie trzy zjawiska: ograniczone zasoby w stosunku do liczby mieszkańców, wysokie zużycie oraz duże straty w sieci. I właśnie ta kombinacja sprawia, że nawet miasto mające dostęp do wody może doświadczać jej dotkliwego braku.

Codzienność bez wody

Kiedy rozmawiam z moją lektorką, temat szybko przestaje być „techniczny”. Brak wody w mieście to nie abstrakcja, to brak możliwości korzystania z niej na podstawowe potrzeby: higieniczne, gospodarcze oraz do przygotowywania posiłków i spożycia. Za tym stoją realni ludzie – i ich rosnące zmęczenie i frustracja.

Łatwo  pomyśleć: „to daleko, to inny system, inne realia”. Ale przykład Johannesburga pokazuje coś bardzo istotnego, że kryzys wodny nie zawsze wynika z braku dostępu do wody.

Może wynikać ze stanu infrastruktury, strat w systemie,  braku inwestycji, zależności od energii, ale też poziomu edukacji, świadomości i poczucia współodpowiedzialności mieszkańców w tych obszarach.

To bardzo ważna lekcja – również dla krajów, które mają relatywnie stabilne zasoby wodne. Woda w kranie to nie tylko zasób, to cały system, który musi działać sprawnie na każdym etapie.

Dodaj komentarz