You are currently viewing Manhattan: betonowa wyspa i jej zielone „skrawki”. Jak ta część Nowego Jorku radzi sobie z retencją wody?

Manhattan: betonowa wyspa i jej zielone „skrawki”. Jak ta część Nowego Jorku radzi sobie z retencją wody?

Manhattan z lotu ptaka wygląda niemal jak kartka papieru w kratkę – geometryczna mozaika szkła, stali i asfaltu. Gęsta zabudowa, proste jak od linijki ulice, wieżowce wyrastające jeden obok drugiego. A jednak to wciąż wyspa – otoczona wodą i całkowicie od niej zależna. W takim miejscu każdy metr zieleni ma znaczenie. Ile wody jest w stanie zatrzymać tak zurbanizowana przestrzeń?

Manhattan to jedna z pięciu dzielnic Nowego Jorku. Leży pomiędzy rzekami Hudson River a East River. Ma około 59 km² powierzchni lądowej – w dużym stopniu uszczelnionej jezdniami, chodnikami, placami i dachami budynków.

Woda opadowa w takim środowisku nie ma gdzie wsiąkać. Spływa szybko po powierzchni i w blisko 100% trafia do wpustów ulicznych, a stamtąd do rozbudowanego systemu kanalizacyjnego. Według danych NYC Department of Environmental Protection znaczna część kanalizacji działa w systemie ogólnospławnym, czyli zbiera zarówno wody opadowe, jak i ścieki, które następnie trafiają do oczyszczalni, zanim zostaną odprowadzone do odbiornika.

W ostatnich latach Nowy Jork – jak wiele innych metropolii – doświadcza coraz intensywniejszych opadów nawalnych, a zimą także epizodów z dużą ilością śniegu. Po styczniowych opadach w mieście zalegały masy śniegu, a przecież każdy centymetr tej warstwy to przyszła woda z roztopów. W połączeniu z intensywnymi opadami deszczu lub gwałtownym ociepleniem – oznacza to realne ryzyko lokalnych podtopień.

Wyspa nie może „uciec” od wody. Musi ją albo zatrzymać, albo bardzo sprawnie odprowadzić.

Central Park – zielona „gąbka” Manhattanu

W samym sercu wyspy znajduje się Central Park – od linijki odcięty prostokąt o powierzchni 341 ha zieleni, czyli blisko 6% całej wyspy. W tak gęsto zabudowanej przestrzeni to niezwykle wartościowy fragment przyrody: drzewa, trawniki i zbiorniki wodne, m.in. The Lake oraz Jacqueline Kennedy Onassis Reservoir, a także naturalne obniżenia terenu i zróżnicowana rzeźba powierzchni. Te elementy sprzyjają infiltracji i czasowemu magazynowaniu wód opadowych.

Spróbujmy szybko oszacować potencjał retencyjny parku. Jeśli na 341 ha spadnie 30 mm deszczu, otrzymujemy:

3 410 000 m² × 0,03 m = 102 300 m³ wody.

To ponad 100 milionów litrów wody. Oczywiście nie całość zostanie zatrzymana – część odpłynie powierzchniowo, część wyparuje (szacuje się, że nawet około 10%). Ale to pokazuje zasadniczą różnicę między powierzchnią biologicznie czynną a asfaltową oraz skalę objętości, z jakimi musi mierzyć się kanalizacja deszczowa zbierająca spływ z powierzchni szczelnych.

Trawnik, gleba i system korzeniowy drzew spowalniają odpływ i pozwalają wodzie wsiąkać. Ale co zrobić w metropolii, gdzie każdy centymetr kwadratowy powierzchni ma na siebie zarabiać?

Manhattan to nie tylko Central Park. Jest tam wiele mniejszych terenów zieleni – od parków sąsiedzkich po tzw. kieszonkowe. Według danych NYC Parks w całym Nowym Jorku jest ponad 1 700 parków i terenów rekreacyjnych, z czego znacząca część znajduje się właśnie na Manhattanie.

Do tego dochodzą małe parki, zieleńce, a nawet pojedyncze drzewa przy ulicach – chronione niskimi ogrodzeniami przed zniszczeniem (także przed pupilami). Razem tworzą system rozproszonej retencji miejskiej – rozsianej po całej wyspie.

Słowo o namacalnym fragmencie systemu odwodnienia Manhattanu

Spacerując po Manhattanie, trudno nie zauważyć ogromnych (jak wszystko w tym mieście) wpustów burzowych w krawężnikach. Ich zadaniem jest szybkie przejęcie wody z ulic i chodników.

Pod powierzchnią wyspy znajduje się gęsta, wielopoziomowa infrastruktura – kanalizacja, instalacje techniczne oraz komunikacja (metro). To ostatnie jest szczególnie narażone na skutki ponadnormatywnych opadów.

Przy intensywnych deszczach każdy system kanalizacyjny może być przeciążony. Szybki odpływ z uszczelnionych powierzchni oznacza nagłe wzrosty przepływu, szybkie zrzuty do rzek (tzw. by-passem) i często nieuniknione lokalne podtopienia w obniżeniach terenu.

Brak retencji oznacza brak „bufora bezpieczeństwa”. Miasto potrzebuje równowagi między zielenią a betonem, bo sama kanalizacja nie wystarczy w rzeczywistości coraz intensywniejszych opadów.

High Line i Little Island – edukacja klimatyczna na Manhattanie

High Line to przekształcona linia kolejowa zamieniona w park linearny. Deptak i zieleń na wyniesionej konstrukcji pełnią kilka funkcji: to swoisty park zawieszony pomiędzy zabudową, który retencjonuje wodę, daje cień i nieco chłodzi miasto – a przy okazji edukuje.

Podczas zimowego spaceru, pod warstwą śniegu, trudno było mi dostrzec system odwodnienia – brzegi ścieżek są lekko wyniesione, co sugeruje przemyślaną kontrolę odpływu. W przestrzeni pojawiają się też tablice edukacyjne dotyczące zmian klimatu i roli zieleni w adaptacji miast.

Little Island to z kolei park na palach nad Hudson River. Widowiskowy, niemal futurystyczny. Można go odczytywać jako symbol „doklejania” zieleni do miasta – tam, gdzie brakuje wolnej przestrzeni.

Efekt jest spektakularny, ale funkcja hydrologiczna również ma znaczenie – dodatkowa powierzchnia biologicznie czynna to kolejny element miejskiej retencji.

Dostrzegłam też kilka dachów tzw. zielonych, które zatrzymują część opadu, opóźniają odpływ i poprawiają mikroklimat. W gęstej zabudowie to często jedyna możliwa nowa przestrzeń retencyjna.

Wyraźnie widać, że zieleń w Nowym Jorku staje się częścią strategii bezpieczeństwa – elementem adaptacji do zmian klimatu.

Z dokumentów strategicznych, m.in. „NYC Green Infrastructure Plan” (koordynowanego przez NYC Department of Environmental Protection), wynika, że miasto zakłada budowę ogrodów deszczowych, zwiększanie powierzchni przepuszczalnych oraz szereg działań mających ograniczać przeciążenia kanalizacji deszczowej i ogólnospławnej.

Podsumowanie

Jak widać, gdziekolwiek jestem, zwracam uwagę na to, jak miasto radzi sobie z wodą. Czy ją zatrzymuje, czy tylko odprowadza.

Manhattan pokazuje, że nawet w najbardziej zurbanizowanym miejscu można szukać równowagi.

Może właśnie taka jest przyszłość miast – więcej parków, zielonych dachów i przestrzeni chłonnych, nawet w najbardziej zagęszczonych centrach świata?

Dodaj komentarz